czwartek, 31 sierpnia 2017

Od Aqua CD Nelly

Brak komentarzy:

Podniosłam jedną brew jak to miałam w zwyczaju gdy miałam mieszane podejście do sprawy. 
- Także mieszkam, jeszcze nie mam swojej nory - odpowiedziałam, lisica przytaknęła. 
- Jesteś nowa, tak? - spytała.
- Owszem. - powiedziałam już spokojniejszym głosem.
- My się nie znamy, jestem Nelly - powiedziała nowo spotkana lisica podając mi łapę
- Aqua. - mruknęłam krótko.
Tego dnia nie miałam ochoty na kontakty towarzyskie, chciałam tylko pozwiedzać tereny swojego nowego stada. A tu co? Można powiedzieć że małe lisiątko.
- Jaką rolę pełnisz w stadzie? - nagle zadała pytanie.
- Jestem nauczycielką wychowania - powiedziałam łagodnie, ponieważ rozmawiam z lisięciem które jest niewinne i czyste jak łza. Młoda przytaknęła, i otworzyła pyszczek aby coś powiedzieć.
- Ja jestem zastępczynią bet. - oznajmiła, otworzyłam szerzej oczy, trochę przytłaczało mnie spotkanie z przyszłą betą, ale tylko trochę.
- Zgubiłaś się? - z mojego pyska wyleciało pytanie, żałowałam że to powiedziałam, mogłam trzymać język za zębami.
- Nie, wiem gdzie jestem. - powiedziała z uśmieszkiem lisiczka

Nelly?

środa, 30 sierpnia 2017

Od Nelly CD Aqua

Brak komentarzy:
Szybkim krokiem wkroczyłam do biura bet, czyli dosyć dużego pomieszczenia w norze. Rzadko tam wchodziłam, ponieważ rodzice trwali w przekonaniu, że zaraz coś popsuję. Cóż, teraz kiedy ich wieczorny spacer przedłuża się się do południa następnego dnia, to ktoś musi zająć się papierami. Ech, wbrew pozorom nie martwiłam się o nich, w końcu już nieraz tak się działo, tyle że tym razem na terenie stada nie znajdowały się alfy... Czekaj... Czy to znaczy, że aktualnie to ja rządzę? Łał, ale zaszczyt! Usiadłam na eleganckim fotelu i wyjęłam z jednej szufladki biurka grafik.
- Dobrze, trzeba narysować nową mapę norowiska i zapisać kto gdzie mieszka... - nie czekając zabrałam rulon papieru i kilka przyborów do pisania, po czym wyszłam z nory.
- Arachi, Yackie, Zazi, Znachor i Frau... - powoli nanosiłam wszystko na mapę. W pewnym momencie jednak zatrzymałam się, ponieważ zauważyłam, że jedna nora, która zwykle była pusta, teraz jest wypełniona czyimiś rzeczami. Przekręciłam zaciekawiona głowę, ale jak grzeczność wskazywała, nie zaczęłam buszować w czyjejś własności. Zaznaczyłam papier trzema kropkami i udałam się dalej, mając nadzieję poznać nowego lokatora.
~*~
Kiedy się ściemniło, załatwiłam już wszystkie sprawy związane z obowiązkami bet oraz jak to wyszło - alf, po czym uznałam, że dobrze by było coś przekąsić. Zaczęłam buszować po szafkach, ale zauważając, że nie ma w nich godnego uznania, postanowiłam na coś zapolować. Prawdopodobnie gdyby w okolicy znajdowaliby się rodzice, to zaraz dostałabym uwagę o treści "Jest za ciemno, jesteś przecież szczenięciem!". Prychnęłam, po czym udałam się w stronę okolicznej łąki, gdzie spodziewałam się znaleźć jakiegoś nieudolnego szaraka. Tak więc przemykałam po wilgotnym mchu z nosem przy ziemi. Coś było w okolicy... Blisko, bliżej... Bang! Moja głowa zderzyła się z czyimś ciałem. Na nieszczęście lisim.
- Co ty robisz? - spytała postać gniewnie, a ja ze zmieszaniem stwierdziłam, że nie znam tego lisa.
- Mieszkam, poluję, w skrócie to znaczy, że zderzam się z innymi, a ty?

Aqua?

Od Dantego

Brak komentarzy:
Pochyliłem się nad jednym ze zwojów papieru, całego zapisanego ludzkim pismem. Cóż, nie byłem ekspertem od ludzkich rzeczy, ale swoje wiem. Między innymi potrafiłem to odczytać, chociaż strasznie bolała mnie po tym głowa. Ehh.. czego się nie robi dla dobra sztuki. Potarłem zmęczone oko łapą. Która już była godzina..? Jakaś pierwsza w nocy. Normalne lisy już śpią, a przynajmniej wracają z hucznych imprez. Ale niee, ja musiałem ślęczeć nad ukradzionymi, ludzkimi pismami. O Sun, mam nadzieję, że ukradłem coś wartościowego. Jeśli nie, to nie ręczę za siebie. Skupiłem się, znów wbijając wzrok w niebieski atrament. Powoli, bardzo powoli zacząłem odczytywać pierwsze litery pierwszego akapitu.
Once upon a midnight dreary, while I pondered, weak and weary
Haha, aż się uśmiechnąłem. No jakby autor wiersza zgadł. Po prostu idealnie w miejsce i czas. Ale chwila, właściwie kim jest autor? Przeniosłem wzrok na miejsce, gdzie powinien być podpis. Był zatarty i ledwo co widoczny, ale był. Sun, co to za litera.. ah, to chyba "e". Edgar Allan Poe. Już cię lubię, gościu. Ciekawe, czy jeszcze żyjesz.
Over many a quaint and curious volume of forgotten lore
Tak, już cię lubię. Idealnie w punkt. Ciekawe, czy wiedział, że kiedyś jakiś lis imieniem Dante ukradnie jego wiersz ze straganu i będzie starał się go odczytać.. jeśli tak, był jakimś jasnowidzem. Nawet, jeśli nie wiedział tego, to był to naprawdę ciekawy zbieg okoliczności. Baardzo ciekawy. Ciekawy jestem, co jeszcze przewidzi w tym wierszu. Mam nadzieję, że to jakiś przyjemny, lekki wiersz, a nie druga Apokalipsa świętego Jana. To by się działo.
While I nodded, nearly napping, suddenly there came a tapping
Po odczytaniu tego wersu, aż nadstawiłem uszu, spodziewając się pukania do.. właśnie. Czy do nory da się zapukać? Chyba nie, więc po prostu będę dalej czytał..
As of some one gently rapping, rapping at my chamber door. 
“’Tis some visitor,” I muttered, “tapping at my chamber door
 Only this and nothing more.”
Pukanie.

Ktoś?

Powitajmy nowego lisa - Dantego!

Brak komentarzy:
Powitajmy nowego lisa w sforze - Dantego!

Od Rity CD Lori

Brak komentarzy:
Niespodziewanie Lori odwróciła głowę.
- Coś nie tak? - wyhyliłam pysk zza szafki, pokrytej kłębami kurzu.
- Chyba ktoś do ciebie... - mruknęła przyjaciółka, niepewnie kładąc rude uszy po sobie. W wejściu ktoś stał. Zapach wydawał mi się taki podejżany...
- Kitka? - znajomy głos wprawił mnie w odrętwienie.
Stałam jak wryta, wpatrując się w lisicę, stojącą przede mną.
- Czy to naprawdę ty?... - z niedowierzaniem otworzyłam szeroko oczy, by mieć pewność, że to nie sen.
- Kto to jest? - przyjaciółka zerknęła na mnie pytającym spojrzeniem.
- Nie przedstawisz mnie? - samica podeszła bliżej, machnąwszy ogonem tuż przed moim pyskiem - Jestem Mea, siostra Rity.
- To twoja siostra?! - Lori zdawała się być wyjątkowo zaskoczona moją reakcją na przybycie kogoś z rodziny.
Zapewne spodziewała się przyjemnego, wzruszającego powitania, jednak ja ani trochę nie odczówałam takowej potrzeby.
- Czego tu szukasz?.. .- syknęłam do Mei.
- Ciebie, moja droga. - odparła lisica - Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
- A jak myślisz?... - posłałam siostrze ostre spojrzenie.
- Przestańcie! - Lori stanęła między nami - Uspokójcie się obydwie. Rita, pozwól ze mną.
Wyszłam powolnym krokiem za przyjaciółką.
***
- Dobrze. Więc powiedz o co chodzi. Chyba zasługuję na jakieś wyjaśnienie, nieprawdaż?
- Oj, Lori... To nie takie proste... - położyłam przednie łapy na głowie z zakłopotaniem.
- Postaram się zrozumieć. - westchnęła ruda.
- Zanim dołączyłam do sfory, wiele miesięcy spędziłam z siostrą. Pokłociłyśmy się o coś. Padło kilka słów, których do dziś żałuję... Chciałabym żeby było jak dawniej ale...
-Ale?
- Chcę zostawić przeszłość za sobą i już do niej nie wracać... - wytłumaczyłam, jednak Lori nie była do końca przekonana, co do moich poglądów.
- To co? Wyrzucisz ją teraz?
- No właśnie nie wiem co mam zrobić... Może ty masz jakiś pomysł?
- Cóż, moim zdaniem powinnyście dać sobie trochę czasu na oswojenie się z tą całą sytuacją. Przemyśl to jeszcze. Może najwyższa pora się z nią pogodzić? - poradziła przyjaciółka.

Lori?

Powitajmy następczynię bet - Nelly!

Brak komentarzy:
Powitajmy następczynie bet sfory - Nelly!


wtorek, 29 sierpnia 2017

Od Brooke'a CD Lori

Brak komentarzy:
Z przerażeniem przyglądaliśmy się postaci, która wyłoniła się z kłębów gryzącego dymu. Była bardzo podobna do rosłego osobnika gatunku ludzkiego. Wiele szczegółów odbiegało jednak od prototypu zwykłego człowieka, dlatego nie byłem pewien, czy aby rzeczywiście nim jest. Zamiast owłosienia, które dwunożni mają w zwyczaju nosić na głowie, posiadała podłużną, metalową płachtę. Twarz wyglądała normalnie, lecz reszta ciała była pokryta opalizującą zbroją, która jednak wyglądała na niezwykle cienką i lekką. Postać była ubrana też w czarną pelerynę z kapturem, w owej chwili niezałożonym. Moją uwagę najbardziej przyciągnął czarny pas z przypiętymi różnymi przedmiotami. Całość wyglądała na tyle groźnie, iż odruchowo zacząłem się cofać.
- Nie bójcie się. Chodźcie za mną - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. Spojrzałem ze strachem na Lori, a później na z powrotem na dwunożnego. Na pewno miał w posiadaniu jakąś broń, nieposłuszeństwo mogłoby źle skutkować. Niepewnie postawiłem pierwszy krok, zaraz potem drugi.
- Żwawiej, już!
W kilka sekund dobiegłem do mężczyzny, bo chyba takiej był płci. Moja partnerka zrobiła to samo. Chwilę potem, po przejściu całego stalowego korytarza, dwunożny zatrzymał się przy pustej ścianie. Jakież było moje zdziwienie, gdy rozsunęła się! Po wyraźnym znaku weszliśmy do pomieszczenia. Na środku niego znajdował się coś, co przypominało mi nasze biurko. Siedział za nim przyodziany na zupełnie czarną barwę człowiek. A przynajmniej coś człekopodobnego. Po przejściu za nami nie było już śladu, żadnej drogi ucieczki.
- To one. Udało mi się je znaleźć - zaczął Stalowy.
- Czy oby na pewno to oryginały? Z Ziemi? - Czarny miał pewne wątpliwości.
- Myślę, że tak. Miałem niezwykłe szczęście, ponieważ złapałem dwa na raz. W kosmosie są niezwykle rzadkie, jak zresztą wiesz, Ego.
- Rozumiem. Ale czy to te, które umieją mówić w języku, o który nam chodziło? - postaci rozmawiały tak, jakby nas nie było. Ostrożnie usiadłem z podkulonym ogonem, próbując zrozumieć całą rozmowę, co oczywiście mi się nie udało.
- Nie mam zielonego pojęcia.
- W takim razie, chciałbym sam spróbować przeprowadzić konwersację - stwierdził Czarny. Drugi mężczyzna w mgnieniu oka ulotnił się przez tajemne przejście. Zostaliśmy sami z tym przerażającym, inteligentnym stworzeniem.
- Dobrze. Teraz moje pytanie do was - czy potraficie mówić jednym z języków praloreatańskich?
Mało brakowałoby, a moje oczy zgodnie wyskoczyłyby z orbit. Zupełnie nie wiem, skąd wzięła się moja pewność:
- Gdzie my jesteśmy?! Chcemy wrócić do lasu!
- Spokojnie. Bardzo cieszę się, że możemy się porozumieć. W końcu czeka nas długa współpraca, staniecie się agentami!
- Mamy tam dziecko, chcemy wrócić - ciągnąłem zrozpaczony, po czym dodałem po chwili - Proszę...
Nie miałem zamiaru pracować na stanowisku agenta, szczególnie tutaj, z dala od ukochanej puszczy. Popatrzyłem z nadzieją na Lori, ona jednak dalej nie mogła otrząsnąć się ze strachu.
- Nie ma mowy. Waszemu dziecku natomiast nic się nie stanie, obiecuję. Nie wyjawię wam wszystkiego, powiem natomiast, że znajdujecie się właśnie na pokładzie statku kosmicznego LCT-192 i od dzisiaj staniecie się tajnymi agentami, walczącymi ze Marticurią, wszystkimi członkami tej organizacji. Od lat szukaliśmy takich, jak wy - opowiadał, ale szybko zakończył - Resztę dowiecie się w trakcie szkolenia.

Lori? Jestem zadowolona z długości i z fabuły, styl i reszta... No cóż. W każdym razie jest!
Szkielet Smoka Panda Graphics