środa, 6 września 2017
Od Reamona CD Lizzie
wtorek, 5 września 2017
Od Lizzie CD Reamona
Odwzajemniłam pocałunek, po czym delikatnie przechyliłam głowę w lewo, patrząc na Reamona. Dlaczego miałabym się nie w nim nie zakochiwać? Był jedyną osobą, do której mogłam się odezwać. I patrząc po jego nastawieniu, nie zmieni się to przez długi czas.. Aż rodzice wrócą i zobaczą, że mnie nie ma. Wtedy rozpoczną poszukiwania i być może mnie znajdą. Ale to tylko być może.. Co, jak im się nie uda mnie odnaleźć? Zapewne tak się stanie, chociaż.. tata zapewne od razu dorwie się do Mazikeena, a on pewnie coś wie. Jeśli nie, pewnie zginie.
- Skoro to najgłupsza rzecz, jaką mogę zrobić, to dlaczego mnie do tego prowokujesz? - zapytałam, na wszelki wypadek lekko kuląc. Był nieprzewidywalny. Teraz równie dobrze mógł mnie zagryźć lub powtórzyć pocałunek.
Reamon wypuścił powietrze ze świstem, a po krótkiej chwili delikatnie, bardzo delikatnie się uśmiechnął.
- Odważna jesteś. - skomentował to, nadal lekko się uśmiechając. - Nie rób tego, bo to głupie. I koniec.
Jakby na zaprzeczenie swoich słów, Reamon wsunął pysk w moje futro na szyi, po czym delikatnie zaczął kręcić nim kółka. Czasem przechodził mnie dreszcz. Jego kły były tak blisko mojej szyi.. Za każdym razem, kiedy moje ciało drżało, lis przystawiał kły bliżej, jakby sprawiało mu to radochę. Nie patrzyłam na jego pysk, skupiałam się bardziej na szyi. Nagle dostrzegłam coś, co mnie zaniepokoiło. To była.. krew? Zaschnięta.
- Co tu masz? - zapytałam, obserwując ranę.
- Nic, co mogłoby cię obchodzić. - burknął. Na szczęście mnie nie zaatakował.
Reamon odsunął się i usiadł na przeciwko mnie, a ja wykorzystałam okazję i również się podniosłam siadając obok niego. Ostrożnie zbliżyłam pysk do jego szyi, a gdy ten nie odskoczył, zaczęłam delikatnie i ostrożnie oczyszczać ranę. Nie dość, że mi nie przerywał, to jeszcze odchylił głowę, ułatwiając mi dostęp.
Reamon?
Od Reamona CD Lizzie
Obróciłem jej ciało tak, aby leżała na brzuchu i ułożyłem się na niej. Jedną łapą, pewnym ruchem odsunąłem na bo jej ogon torując sobie drogę. Wgryzłem się w jej kark czując pomiędzy zębami delikatne kręgi. Poruszyłem kilka razy szczęką upajając się ich gruchotem. Moje wielkie plany poszły się chędożyć, gdy do mojego nosa dotarł zapach cieczki. Cholera. Zapomniałem. Ryzyko zajścia w ciążę, jeśli ta jeszcze żyła, było zbyt duże. Zawiedziony nagłą zmianą planów, zacisnąłem kły jeszcze mocniej.
- Reamon.. - jęknęła alfa. A więc żyła. - Dlaczego mi to robisz? Przecież cię kocham.. - zacisnęła oczy, a ja zastygłem w bezruchu.
Kurwa, co? Nie przesłyszałem się? Raczej nie. Dostałem lekkiego Deja vu. Moja matk.. mama kochała tak tatę. Robił jej krzywdę, ale ona nie potrafiła inaczej. Nienawidziłem jej za to. Gdy dorosłem, szukałem samic podobnych do niej i znęcałem się nad nimi, karząc w ten sposób ją. Przykra prawda? Niezupełnie. Nie zamierzam tego zmieniać. Jednak teraz, słowa Elizabeth zrobiły na mnie wrażenie. Gwałtownie obróciłem ją na plecy tak, że stałem nad nią. Syknęła z bólu, ale szybko otworzyła oczy.
- Nie rób tego. - mruknąłem patrząc w jej oczy.
- Czego? - szepnęła czujnie mnie obserwując.
- Pokochanie mnie, to najgorsze, co możesz zrobić. - odparłem beznamiętnie. Nasze oddechy po raz kolejny się zmieszały. Nie czekając dłużej, złożyłem na jej pysku mocny pocałunek.
Lizzie?
Od Lizzie CD Reamona
Nie odpowiedział, dalej przyciskał swoje łapy do mojej szyi. Jego oczy były zamglone, widać było w nich nienawiść i złość. Chciałam, żeby mnie puścił. Nieznośnie bolały mnie płuca i gardło, a także głowa. Zakaszlałam, ostatni raz podejmując próbę wydostania się. To na nic, lis cały czas mocno mnie trzymał. Pociemniało mi przed oczami. Ostatnim, co zobaczyłam było to, jak Reamon odwraca głowę i wbija wzrok gdzieś w materac.
Ciepło. Czyjeś bicie serca. Miarowe, uspokajające. Miękko. Nie mogłam nic zobaczyć, ale poczułam na sobie czyjś ciepły język. Czy to mama...? Tak, to mama! Troskliwie czyściła moje futro, przy okazji mnie ogrzewając. Kiedy udało mi się otworzyć oczy, znalazłam się w trochę innym miejscu. Był to mój stary pokój... Teraz wygląda inaczej. Uśmiechnęłam się do tych wszystkich, dziecięcych mebelków.
Pierwsza wykopana własnołapnie nora.
Pierwszy upolowany królik.
Znów zamknęłam oczy.
Tym razem było nieco inaczej - patrzyłam na siebie z boku. Siedziałam u Znachora, w jego norze. Lis coś mówił, tłumaczył, a ja z mądrą miną kiwałam głową i udawałam, że wszystko rozumiem.
Mrugnięcie.
Tata przynoszący do domu dwie, małe puchate kulki, które okazały się być moim rodzeństwem - Horizon i Maroon. Zaraz potem przynosi mamę, która śpi, wyczerpana porodem. Obserwowałam, jak pochylam się nad nią i troskliwie czyszczę jej futro - tak, jak ona kiedyś czyściła moje.
Cięcie.
Mama się obudziła.
Ciemność.
Rodzice wychodzą z nory, idą na wakacje, nad rzekę. Żegnają się ze mną. Tata mówi mi, żebym się nie zabiła.
Mój pierwszy pocałunek.
A potem.. chwila, czy to ja? Tak, to ja. Byłam starsza, ale nie mogłam się nie rozpoznać. Leżałam na trawie, przytulając coś do siebie. Bogowie, to szczeniaczek! Taki mały i kochany. Przyjrzałam mu się bliżej. Był śliczny.. miał rudoczarne futerko. Chwila. Rudoczarne? Nie powinien być może... rudy? Westchnęłam i obserwowałam jak starsza wersja mnie go przytula. Zaraz potem odwróciła głowę, a mój wzrok powędrował za nią. Tam ktoś szedł. Kiedy tylko chciałam się skupić na obrazie, ten rozmywał się, przez co nie mogłam poznać jego tożsamości.
Tę chwilę przerwał rozbłysk światła. Było tak jasne, że miałam ochotę zamknąć oczy, ale nie mogłam tego zrobić. Światłość była także w mojej głowie. Gdzieś toczyła się kłótnia, słyszałam krzyki, jednak były one dla mnie niezrozumiałym bełkotem. Musiałam bardzo się skupić, aby cokolwiek wyłapać.
- Ona nie może teraz umrzeć. - mruknął czyjś głos.
- Nie należy jeszcze do świata martwych.. - dodał kolejny. - Ale do żywych też nie.
- Nie możemy tak po prostu wskrzeszać lisów na łożu śmierci! - warknął inny, o wiele potężniejszy. - Co jest jej motywacją, żeby żyć? Bez tego nie podejmę żadnych kroków.
- Ona go kocha. - wtrącił kobiecy głos. - A poza tym.. może nam się przydać. Ma cieczkę. Lisic w cieczce się nie zabija! To jedyny okres, w którym może dojść do narodzenia się nowego życia..
- I tak nic nie zrobią, Shan. - przerwał męski głos. - To nie jest żadne love story. Ty i Tesuri musiałybyście ingerować, żeby coś się z tego narodziło. Albo kto inny, wszyscy wiemy kto.
- Nadal sądzę, że to głupota. - westchnął ten potężny. - Ale fakt, przydadzą się. Dobre geny potrafią zdziałać cuda.. - Poczułam, jakby głos był w mojej głowie. - Obudź się, Elizabeth.
Odkaszlnęłam i otworzyłam oczy, nabierając powietrza w płuca. Czułam ból gdzieś z tyłu. Nadal leżałam na łóżku, nadal byłam w piwnicy.. Ale żyję. Dzięki bogom. Czy właśnie przeżyłam to słynne przebieganie życia przed oczami? Zacisnęłam kły, czując jak ktoś wyłamuje mi bark. Zapiszczałam z bólu, zaczęłam kojarzyć fakty. Reamon stał nade mną, kłami rozrywając moją skórę na karku i jednocześnie bawiąc się w wyłamywanie stawów. Z każdą salwą bólu coraz bardziej żałowałam tego, że już się obudziłam. Ale nie zamierzałam marnować powierzonej mi szansy. Chociaż spróbuję.
- Reamon.. - jęknęłam, starając się nie warknąć z bólu. - Dlaczego mi to robisz..? Przecież cię kocham..
Reamon? :U
poniedziałek, 4 września 2017
Od Reamonna CD Lizzie
Od Lizzie CD Reamona
Kiedy tak patrzył mi w oczy jednocześnie się uśmiechając, ja patrzyłam na niego jak obrażone szczenię, które domaga się więcej uwagi, na co lis uśmiechnął się trochę szerzej. Mimo tego, że byłam tak blisko z lisem, którego nie znałam, nie odczuwałam żadnego niepokoju. Nic. Byłam nawet rozluźniona, ja.. cieszyłam się z jego obecności i bliskości. Chciałam go mieć przy sobie. Nawet bardzo.. Hola hola, panno Elizabeth, czy panna się aby trochę nie zagalopowała? Chciałam czuć, że to złe i że nie powinnam się tak spoufalać, ale.. no właśnie. Ale. Chciałam tego, jakkolwiek źle to nie brzmiało.
O, bogowie. Co się ze mną dzieje..?
Ogon lisa spokojnie spoczywał na mojej tylnej łapie, a jego wzrok był utkwiony.. właściwie to cholera wie gdzie. Niby patrzył na mnie, ale był pogrążony we własnych myślach. Wykorzystując chwilę jego nieuwagi, ostrożnie i powoli się w niego wtuliłam. To go wyrwało z zamyślenia, ale na szczęście nie odsunął się ode mnie. Kiedy się wtuliłam, lekko się spiął. Nie na długo na szczęście - zaraz potem się rozluźnił, a ja mogłabym przysiąc, że na jego pysku pojawił się ten znany, cwaniacki uśmiech. Już chciałam wtulić pysk w jego pierś, jednak Reamon odsunął się i popatrzył na mnie.
- No, mała, muszę iść. - mruknął. - Jest dosyć późno, a ja mam ważne sprawy do załatwienia.
Spojrzałam na niego z miną zbitego psa.
- Nie patrz tak na mnie. - burknął samiec. - Może potem do ciebie wpadnę. Może.
Po swoich słowach wyszedł z celi, nawet nie oglądając się w moją stronę. Zamknął drzwi na klucz, a następnie udał się po schodach na górę.
Postanowiłam się zdrzemnąć, bo i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Ułożyłam się wygodnie na tym ludzkim łóżku, a następnie zamknęłam oczy. Przytuliłam się mocno do materaca, a zad wtuliłam w ścianę. Idealnie. Gdyby jeszcze tylko ściana była ciepła..
Nie pamiętam, co mi się śniło, kiedy się obudziłam, ale raczej nie był to żaden koszmar. Ot, jakiś neutralny sen. Podniosłam się na równe łapy i przeciągnęłam się. Coś jednak zwróciło moją uwagę. Tam, gdzie spałam była mała plamka krwi..
- Ah! - krzyknęłam zaskoczona.
Na reakcję nie musiałam długo czekać. Chwilę potem usłyszałam kroki Reamona na schodach.
Reamon?
Od Reamona CD Lizzie
Przyglądałem się lisicy przez dłuższy czas, nie mając zamiaru odzywać się jako pierwszy. Ta cisza była uspokajająca, wręcz błoga.
- Ile masz lat? - przerwała tą przyjemną chwilę zbędnym pytaniem.
- Nie jestem stary. Możesz się domyślić. - mruknąłem od niechcenia.
- Nie wiem. Wyglądasz na rok, albo na cztery lata. - przechyliła łebek.
- Aż taki rozmach? - zaśmiałem się cicho. Szczerze.
- Zależy od punktu widzenia. - przytaknęła, a na jej pysku zjawił się podobny uśmiech. Miło.
- Jestem tylko trochę starszy od ciebie. O jakieś pół roku. - westchnąłem kładąc po sobie swobodnie uszy wiedząc, że usatysfakcjonowałem ją tą odpowiedzią. Widać było to w jej oczach. Znów utkwiłem w niej swój wzrok. Była tak pociągająca.. Raz kozie śmierć.
Wstałem i szybkim krokiem podszedłem do jej drżącego ciała przypierając bezbronną lisicę tyłem do ściany celi. Czułem jak jej ogon wciska się między łapy, ale szybko odpuszcza. Nasze pyski były bardzo blisko siebie. Oddychała ciężko i nierówno. Dało się słyszeć jej szybkie bicie serca. Powietrze między nami jakby się zmieszało. I wtedy, gdy już miałem zrobić krok dalej, ruda sama wyciągnęła niepewnie pysk i mnie pocałowała. Popatrzyłem w jej oczy przez moment zmieszany, jednak szybko się uśmiechnąłem. Cwaniacko.
Lizzie?